Usytuowany jest skromnie, na zachodnim krańcu wsi. Odsunięty nieco od zabudowy, sąsiaduje ze szczerymi już polami. Chociaż postawiono go na niewielkim, naturalnym wzniesieniu, to przecież jego rozmiary nie wyróżniają go w krajobrazie najbliższej okolicy. Dopiero dla wyjeżdżającego z Białej w kierunku Kęblin lub Szczawina ukazuje się nagle zza zakrętu drogi. Wyrasta z zielonego wieńca okalających drzew na podobieństwo wieśniaczej chaty, tylko wyższej i obszerniejszej, i nie strzechą krytej, lecz gontem, i nie bielonej, lecz ciemną barwą podkreślającą powagę przeznaczenia. Jest rzeczą znamienną, że kiedyś człowiek z naturalnych z serca płynących przesłanek budował dom Boży na podobieństwo własnej chaty, o identycznej konstrukcji, tylko okazalszy w proporcjach, wzbogacony wieżyczką na sygnaturkę i nobilitowany kruchtą, jakby gankiem zapożyczonym z dworku szlacheckiego. Takie analogie występują również i w kościółku w Białej. Podążamy ku niemu szeroką aleją wysadzaną lipami. Już z daleka widać ciemne tło fasady rozjaśnione dużym krzyżem koloru kości słoniowej, z rozpiętym na nim Zbawicielem. Jego ręce, chociaż okrutnie przybite do drzewa, zdają się przywoływać do siebie przechodnia. Niewiele jest kościołów, w których Chrystus w tak okazałej formie nie czekał na wiernych w środku świątyni, ale wyszedł ku nim na zewnątrz. Poprzedni, wiszący jeszcze przed paru laty, wyczarowany dłutem artysty spod Łowicza, przykuwał wzrok ekspresją pełnej cierpienia twarzy i wychudzonej postaci, jeszcze dodatkowo spotęgowaną bliznami zadanymi przez słoty, mrozy i wichry, które w końcu rzeźbę do cna zniszczyły. Chrystus na krzyżu wita nas z najpiękniejszego fragmentu elewacji kościoła, z barokowego szczytu o bogatym falistym konturze walut. Obramowanie rzeźby po bokach stanowią pilastry o głowicach rzeźbionych w motywy roślinne, od dołu szeroki gzyms oddzielający szczyt fasady, a od góry wąski gzyms, który rozcina go na dwie kondygnacje. Poniżej zaprasza nas do wnętrza świątyni kruchta z dwuskrzydłowymi drzwiami na osi o fantazyjnych wykrojach obramień nawiązujących do walutowego szczytu. Chociaż dobudowana dopiero w 1938r., stanowi zharmonizowaną i integralną całość z kościołem, który powstał w drugiej połowie XVIII wieku. Zwieńczający ją trójkątny tympanon wypełniony jest rozsypanymi w girlandę gwiazdkami z kielichem do hostii w środku i literami JHS. Obejście kościoła dookoła daje nam obraz korpusu nawowego na planie prostokąta, orientowanego czyli zgodnie z obowiązującym dawniej zwyczajem zbudowanego na osi wschód - zachód z ołtarzem usytuowanym w pierwszym kierunku. |
Prezbiterium, jak we wszystkich tego typu kościołach jest węższe i niższe oraz zamknięte wielobocznie, w trójboczniu. Od strony wschodniej przylega zakrystia z jednoskrzydłowymi drzwiami na osi. Cała elewacja kościoła jest oszalowana pionowymi deskami na zakładkę, co nie tylko urozmaica i ożywia powierzchnię ścian, ale przede wszystkim osłania i chroni główną konstrukcję. Gdyby zdjąć szalunek, oczom naszym ukazałyby się sosnowe lub modrzewiowe, grube bierwiona, lekko tylko obciosane, ułożone poziomo na siebie, a na węgłach, w zbiegu z prostopadłą ścianą, związane ciesielskim zacięciem, zwanym jaskółczym lub rybim ogonem. Jest to typowa polska konstrukcja wieńcowa nazywana też zrębową, o tysiącletniej przeszło tradycji, według której cieśle w całej Polsce budowali chaty, stodoły, spichrze i dworki. Doskonale z drewnianym szalunkiem ścian harmonizuje dach gontowy o stromo nachylonych połaciach, przydających budynkowi smukłości. Natomiast lekkie pozielenienie gontów od glonów niby patyna dodaje kościołowi wiekowego dostojeństwa. Sylwetce świątyni przysparza malowniczości wyrastająca z kalenicy blaszana ośmioboczna wieżyczka, na sygnaturkę, jedyny nie drewniany element architektoniczny budowli. To stamtąd, spod cebulowej barokowej kopułki, na Anioł Pański rozlega się dźwięczne dzwonienie. Inne, o wiele głośniejsze tony, wzywają wiernych na nabożeństwo z dzwonnicy, stojącej w południowo – zachodnim narożniku cmentarza przykościelnego. Solidna, słupowa konstrukcja, oszalowana i nakryta gontowym dachem namiotowym sprawiałaby wrażenie wieży obronnej strzeżącej kościoła, gdyby zamiast wąskich strzelnic w każdej elewacji nie miała wyciętych dwóch dużych otworów prostokątnych. To dzięki nim potężny dźwięk dzwonów nie rozsadzi konstrukcji, lecz niesie się hen daleko po polach i łąkach oraz przenika do okolicznych lasów, głosząc chwałę Pana. Po zapoznaniu się z zewnętrznymi walorami architektonicznymi kościoła przekroczmy jej progi, żeby odkryć piękno jego wnętrza. Zrobimy to w następnej części artykułu.
|
Artykuł Stanisława Frątczaka
z miesięcznika Na Ziemi Zgierskiej przepisał
Damian Bartczak.
|
Wszelkie prawa zastrzeżone. |