Stojąc w progu kościoła w Modlnej, można zauważyć, że układ jego wnętrza nie odbiega generalnie od, obowiązujących w XVII i XVIII wieku, norm w drewnianym budownictwie sakralnym w Polsce środkowej.
Oryginalne rozwiązania spotkać za to można w wyposażeniu, a przede wszystkim w ołtarzach. Szczególnie interesująco prezentuje się ołtarz główny, usytuowany w głębi prezbiterium, gdzie na nieznacznym podwyższeniu znajduje się jego mensa, zbudowana w kształcie skrzyni.
Spoza niej wyrasta wysoko i szeroko rozbudowana zastawa ołtarzowa. W okresie wczesnego chrześcijaństwa sama mensa służyła kapłanom do modlitw i odprawiania mszy. Potem dopiero zaczęto tworzyć jego dekoracyjną oprawę. W okresie gotyku, a szczególnie baroku, zastawa ołtarza, zwana inaczej retabulum, uzyskiwała często kilkukondygnacyjną, niezwykle bogatą formę architektoniczną i plastyczną.
W nowej sytuacji, dawne ołtarze stały się tylko zabytkami sztuki snycerskiej, która pięknem przyciąga wzrok, a dzisiaj ich przydatność liturgiczna ogranicza się właściwie tylko do wykorzystywania tabernakulum.
Ołtarz główny w kościele w Modlnej, wyrzeźbiony w drewnie przez siedemnastowiecznych snycerzy, stanowi nie tylko artystyczne wypełnienie absydy, ale wiąże się z nim kilkuwiekowa, głęboko zakorzeniona tradycja i przywiązanie parafian.
Chociaż jest on skromny w rozmiarach, które ogranicza ciasna wnęka prezbiterium, nie brak mu typowego dla baroku przepychu. Stanowią go uskokowo wysunięte pary błyszczących złotem korynckich kolumn, wyrastających ze zdobnych w płyciny cokołów, a u góry zakończonych bogato profilowanymi gzymsami. Lekkości konstrukcji nadają misternie wyrzeźbione uszy, które zdają się ołtarz uskrzydlać. Wśród fantazyjnie wijących się tu splotów, pokrytych złotą polichromią, bieleją sylwetki świętych biskupów – Wojciecha i Stanisława, drugiego patrona w parafii w Modlnej. Nastawa ołtarza rozbudowana jest również w górę. Tutaj zwieńczenie stanowi prostokąt o falistym wykroju, którego płycinę polichromowaną w kolorze błękitu wypełnia rozeta z amorkiem w glorii, rozbłyskującej złotymi promieniami.
|
Dopiero w środku tak bogatej ekspozycji znalazło się godne miejsce dla obrazu Matki Jezusa. Malarz i rytownik umieścili swoje wspólne dzieło w prostokątnych, złoconych ramach, zamkniętych nadwieszonym łukiem. Madonna z Jezusem, zaprezentowana na obrazie w półpostaci, patrzy uważnie w kierunku wiernych. Jej okrągła, pełna twarz o pospolitych rysach, w swym prostym wymiarze wydaje się niewiele mieć wspólnego z Maryją. Gdyby nie srebrnozłota korona wieńcząca głowę, mogłaby to być ogorzała od pracowicie spędzonych dni w polu twarz którejś z dorodnych i tryskających zdrowiem tutejszych wieśniaczek.
Być może, że pobożnych parafian ośmielił ten swojski wygląd Madonny do uzurpowania sobie prawa do traktowania Jej jako wyłącznie ich. Istnieje bowiem już od wieków tradycja wśród tutejszych mieszkańców nazywania Matki Boskiej z obrazu głównego ołtarza Matką Boską Modlińską.
O wierze w moc oddziaływania Matki Boskiej świadczą liczne wota, niegdyś zawieszane na purpurowej tkaninie obrazu, a gdy zabrakło tam miejsca, to w znajdujących się obok gablotach. Matka Boska Modlińska lewym ramieniem podtrzymuje Dzieciątko Jezus, które z lekka uniesioną głową patrzy na swoją Matkę. Oboje odziani są w srebrne sukienki, częściowo pozłacane i bogato trybowane w motywy lilii, symboli czystości i niewinności. Głowy Matki i Syna zostały ujęte w aureole złotych gwiazdek, rozbłyskujących z purpurowego tła.
Jest w ołtarzu głównym i drugi obraz. Zwolnienie dźwigni powoduje jakby opuszczenie się kurtyny przedstawiającej inną zgoła scenę. Tutaj wg. znanej legendy, wskrzeszony przez biskupa Stanisława Szczepanowskiego Piotrowin daje świadectwo prawdzie dotyczącej zawartej przez niego transakcji. Ponieważ malarz tę niezwykłą sytuację potraktował bardzo realistycznie, a ciało Piotrowina trzy lata leżało w grobie, jego wizerunek przedstawiał się okropnie dla oczu. Nie wykluczam, że może właśnie koszmar tej sceny odstraszył okupacyjnych grabieżców od zainteresowania się bliżej ołtarzem głównym.
Oprowadzając mnie po kościele, jeszcze w latach siedemdziesiątych, ówczesny proboszcz ks. Henryk Tomaszewski stwierdził, że nikt inny, tylko Piotrowin uratował obraz Matki Boskiej Modlińskiej, ponieważ Niemcy do końca nie zorientowali się, że za nim znajduje się drugi obraz, zawierający cenne kruszce i bardzo wartościowe wota.
|
Artykuł Stanisława Frątczaka
z miesięcznika Na Ziemi Zgierskiej przepisał
Damian Bartczak.
|
Wszelkie prawa zastrzeżone. |