Dzieło mistrzów

Po opisaniu w poprzednim odcinku, dachu modlińskiego kościoła, proponuję obejść go wokół i przyjrzeć się jego bardziej przyziemnej kondygnacji.
Prawie połowę jego korpusu obrastają przybudówki. Jest ich aż cztery. Do trzech drewnianych należą zakrystia, kruchta przy wejściu głównym i tzw. kruchta kobiet od południowej strony. Czwartą jest murowana kaplica Warszyckich.
Warto zatrzymać się przy kruchcie kobiet. Dzisiaj jest ona tylko jednym z dwóch wejść do kościoła. W przeszłości jej funkcja miała jednak specjalny charakter. Sam fakt, że prowadziła do części nawy zwyczajowo zajmowanej przez kobiety, wskazuje na to, że była dla nich przeznaczona.
Trzeba przy tym wiedzieć, że określenie „kobieta” miało kiedyś niekorzystny wydźwięk, gdyż oznaczało niewiastę wszeteczną, rozwiązłą.
Znacznie lepiej brzmiało wówczas określenie „baba”, a ponieważ w kruchcie tej siadały zwykle baby żebrzące, nazywano ją babińcem.
Według Glogera, wolno tam było do momentu rozpoczęcia się mszy gromadzić się „Żydom, poganom i kacerzom dla słuchania Biblii i nauk katechizmowych wykładanych przez kapłanów”.
Budynek kościoła jest oczywiście orientowany, a jego kształt nie odbiega formą i proporcjami od powszechnie przed wiekami obowiązujących w naszej części kraju. Składa się on z prostokątnej nawy oraz mniejszego i nieco węższego prezbiterium, zamkniętego trójbocznie.
Konstrukcję ścian stanowią modrzewiowe bale, łączone w narożach na zrąb, pokryte szalunkiem z desek. Listwy gęsto pokrywające ich złącza pionowymi podziałami wydatnie i efektownie wzbogacają płaszczyznę elewacji. Na jej fragmencie, zamykającym prezbiterium, pod wysuniętym daszkiem okapu, wisi mały, drewniany krucyfiks, który patronuje tej części przykościelnego cmentarza. Jakby dla przypomnienia jego dawnej grzebalnej funkcji, pozostawiono tu, wyrastający z murawy, nagrobek z piaskowca, upamiętniający pochowanych w ubiegłym stuleciu członków szlacheckich rodów Goskich i Ostrowskich.
Dotarłszy do zachodniej elewacji skorzystamy z otwartych drzwi do głównej kruchty, ale niestety, okazuje się, że tylko do niej.
Wstęp do wnętrza świątyni zagradzają następne drzwi, które są zamknięte. Do przeszłości należą otwarte na oścież wejścia do świątyni i to od świtu do zmroku. Obawa przed wtargnięciem do jej wnętrza zdziczałego intruza lub złodzieja artystycznych elementów wystroju zamknęła kościoły w Polsce.
O tempora! O mores! (O czasy! O zwyczaje!) zawołałby Cycero, gdyby mu przyszło żyć w naszej niepojętej rzeczywistości, w której nawet miejsca kultu religijnego nie są wolne od zagrożeń, ze strony współczesnych barbarzyńców.
Dobrze, że chociaż do połowy oszklone drzwi umożliwiają wgląd w głąb nawy. Ale też i wnętrze samej kruchty, wyłożone boazerią, jeszcze lasem pachnącą, zawiera elementy wyposażenia, które nieodparcie przyciągają wzrok. Należy do nich przede wszystkim kamienna, gotycka kropielnica. Jest to najstarszy zabytek w całym kościele. Jest niezwykła, pochodzi z piętnastego wieku i stanowiła wyposażenie stojącej na tym miejscu poprzedniej świątyni.
Średniowieczny kamieniarz wykuł z monolitycznej bryły piaskowca ten monumentalny kielich metrowej prawie wysokości (95cm) i zadbał jeszcze, żeby dekoracyjnym pierścieniem opasać zwężający się pośrodku trzon a uskokowym profilowaniem ozdobić czaszę i bazę.
Patrząc na tę wiekową kropielnicę, trudno powstrzymać się od refleksyjnego pytania: Ileż to rąk przez pięć wieków, przed żegnaniem się, sięgało do wypełniającej ją święconej wody, skoro na kamiennej krawędzi pozostało wgłębienie od otarć ludzkich dłoni!... Trudno wykluczyć, że sięgał do niej Arcybiskup gnieźnieński, pierwszy Prymas polski i dyplomata w jednej osobie – Mikołaj Trąba, który parafię modlińską erygował.
Uwagę w kruchcie zwracają też przechowywane tutaj trzy, dziewiętnastowieczne feretrony, z których dwa nawiązujące stylowo do gotyku i baroku odznaczają się interesującym kształtem i ornamentyką. Również i niektóre kruchty, stanowiące przedsionek do głównego wejścia, spełniały zupełnie nieoczekiwane, dodatkowe funkcje.
Według bowiem cytowanego już Glogera, szczególnie pobożni, możni panowie kazali się w tym miejscu grzebać na znak pokuty i pokory, aby ich prochy były deptane przez wszystkich wchodzących do kościoła. Nie dotyczy to wprawdzie tej kruchty, w której jesteśmy, ponieważ została zbudowana dopiero w 1903 roku, a w dwudziestym wieku coraz trudniej znaleźć ludzi o takiej pokorze ducha.
Dziś ludzie, w pełni pychy, prześcigają się w eksponowaniu swoich nagrobków, które często upodabniają się do pomników o tyle przecież śmiesznych, że wystawianych sobie.

Artykuł Stanisława Frątczaka
z miesięcznika Na Ziemi Zgierskiej przepisał
Damian Bartczak.

Publikacje Stanisława Frątczaka.

Wszelkie prawa zastrzeżone.