Bitwy o Śladkowy i Brachowice
Z wrześniowych walk 1939 roku

Nie upłynęły dwa dni od opuszczenia terenów obecnej gminy Zgierz przez wycofujące się oddziały armii „Łódź”, gdy ruszyło natarcie armii „Poznań”. Jej jednostki, zajmujące na początku wojny pozycje obronne w Wielkopolsce, już od 3 września były w nieustannym odwrocie. Nie był on wymuszony naciskiem nieprzyjaciela, który na tym odcinku frontu nie wykazywał większej aktywności, ale zagrożeniem odcięcia od głównego teatru działań nad środkową Wisłą, gdzie zmierzała armia zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza.

Już po kilku dniach forsownych marszów, dowódca armii „Poznań”, gen. Tadeusz Kutrzeba, stojąc wobec nieuniknionej konieczności stoczenia bitwy narzuconej przez nieprzyjaciela, postanawia uderzyć pierwszy w wybranym przez siebie miejscu i czasie. Następują ostre uderzenia w bok 8 armii niemieckiej gen. Blaskowitza, która równolegle maszeruje na Warszawę.

9 września wieczorem trzy polskie dywizje piechoty przeprawiły się przez Bzurę i nacierały: na Łęczycę - 25 kaliska, na Górę św. Małgorzaty - 17 gnieźnieńska, na piątek - 14 poznańska. Od zachodu uderzenie ubezpieczała Grupa Operacyjna Kawalerii gen. Grzmota - Skotnickiego, od wschodu Wielkopolska Brygada Kawalerii. Ponieważ ogólnym kierunkiem działań ofensywnych armii „Poznań” był Stryków, tereny dzisiejszej gminy Zgierz znalazły się w pasie natarcia przede wszystkim 17 dywizji i tylko w nieznacznej części 14 - tej.

17 dywizja piechoty, nosząca też nazwę Wielkopolskiej, dowodzona przez Mieczysława Mozdyniewicza, po zdobyciu Góry św. Małgorzaty, rozwijała dalej natarcie w kierunku Modlnej i Celestynowa.

W pierwszej fazie uderzenia, spadły na maszerującą z Łęczycy, 30 niemiecką dywizję piechoty. Pułki wielkopolskie, którym nie dane było walczyć w obronie rodzinnych stron, tu, na Ziemi Łęczyckiej, poznały wreszcie smak zwycięstwa. Niemcy, dotąd niepokonani, teraz w panice opuszczali pozycje, zaścielając pola walki zabitymi i rannymi, poddając się do niewoli i porzucając broń.

Na lewym skrzydle 17 dywizji nacierał 70 pułk piechoty z Pleszewa. Pokonując silny opór Niemców w Gaju Starym, a potem w Bryskach, 10 września rano zajmuje Śladków Podleśny, Mchowice i Czerników. W walkach tych pułk zdobył 13 dział, 2 armaty przeciwpancerne, moździeż, 20 ciężkich karabinów maszynowych, 2 samochody, 5 motocykli, około 50 rowerów, tysiące sztuk amunicji i różnego sprzętu oraz bierze do niewoli jeńców.

Tego samego dnia po południu podejmuje pościg za uciekającym nieprzyjacielem w kierunku Gieczna, celem stworzenia tam zapory zamykającej Niemcom odwrót z Piątku na Zgierz. Na prawym skrzydle pułku, od Śladkowa Podleśnego w kierunku Grabiszewa, maszerował jeden batalion, dowodzony przez mjr. Juliana Siedleckiego.

Gdy czołowa kompania dotarła do wzgórza 123 i do pierwszych zabudowań Śladkowa Górnego miała zaledwie kilkaset metrów, spadła nagle na piechurów nawała ognia artyleryjskiego. Bił w nich cały niemiecki dywizjon artylerii.

Była to tylko przygrywka, bo z zabudowań Śladkowa Górnego, z hukiem silników i zgrzytem gąsiennic ruszyła na polską piechotę kompania czołgów. Bez wsparcia własnej artylerii, zalegająca na otwartej przestrzeni, piechota, nie miała szans utrzymania wzgórza. Ścigana ogniem wycofała się do Śladkowa Podleśnego. 1 batalion dotkliwie odczuł nową sytuację, jaka wytworzyła się na froncie. Zginęło 2 oficerów i 10 szeregowych, a 37 żołnierzy odniosło rany.

Wycofującej się częściowo rozbitej 30 niemieckiej dywizji piechoty przyszła po pomoc zawrócona z marszu na Warszawę 17 dywizja piechoty, wzmocniona dodatkowo silną artylerią i batalionem czołgów. Czas pościgu za uciekającym wrogiem skończył się.

Drogę naszemu batalionowi zagradza oddział rozpoznawczy niemieckiej siedemnastki. Na tym samym odcinku będą ze sobą walczyć dywizje o tej samej numeracji. Żołnierze 1 batalionu w Śladkowie Podleśnym czekają na rozkaz ataku. Cel natarcia - wzgórze 123.

Zanim ruszyła piechota, ogień otworzyła artyleria. Błyski wybuchów kłęby dymu i kurz spowijają wzgórze 123. To odezwała się 1 bateria 17 pułku artylerii lekkiej kpt. Kiesewettera z pozycji ogniowych usytuowanych w południowo-zachodniej części Śladkowa Podleśnego.

Huk własnej artylerii podnosi ducha piechoty. Gdy ogień polskich dział przenosi się dalej, batalion rusza do natarcia. Mimo nieprzyjacielskiego ognia cekaemów, piechota parła do przodu. Zdobyła najpierw wzgórze 123, a potem wpadła między zagrody Śladkowa Górnego. Niemcy nie wytrzymują impetu uderzenia. Opuszczają zajmowane wzgórza i wycofują się do Brachowic. Ale i tu ich opór trwa krótko. Niemiecka piechota nie jest w stanie powstrzymać polskich żołnierzy, którzy pod osłoną ognia własnych cekaemów, bijących z morenowych wzgórz, małymi grupkami zbiegają po zboczach i szybko zbliżają się do wsi.

Już na początku polskiego natarcia, na drodze biegnącej wzdłuż wsi powstał zamęt wśród niemieckich pojazdów wojskowych. Nieprzyjacielski oddział rozpoznawczy zbierał z pola walki rannych oraz zabitych i wycofujących się pospiesznie w kierunku Modlnej. Brachowice były w polskich rękach.

Nie był to jednak czas odpoczynku. Oficerowie wyznaczyli już stanowiska ogniowe dla broni maszynowej, a biegnący wzdłuż wiejskiej drogi rów, obsadzili strzelcami.

Radość mieszkańców wsi z oglądania zwycięskich żołnierzy polskich mieszała się z obawami o los dobytku gospodarczego. Część rodzin została licząc, że wojna przetoczy się obok i ominie Brachowice. Teraz, widząc krzątaninę żołnierzy przygotowujących wieś do obrony, zrozumieli, że nadszedł najwyższy czas opuszczenia rodzinnych zagród. Z ciężkim sercem ładowano na wozy najcenniejszy dobytek. Wozy wśród lamentu kobiet i płaczu dzieci opuszczały wieś i kierowały się na Piątek.


Artykuł Stanisława Frątczaka
z miesięcznika Na Ziemi Zgierskiej przepisała
Ilonka Kobiela.

Publikacje Stanisława Frątczaka.

Wszelkie prawa zastrzeżone.